Latem na pierwszy plan wracają nie tylko kremy z filtrem SPF, ale również suplementy, które mogą wspierać skórę od środka. Jednym z najczęściej wymienianych jest astaksantyna – czerwony barwnik należący do karotenoidów, naturalnie występujący w mikroalgach, łososiu, pstrągu czy krewetkach. To właśnie ona odpowiada za charakterystyczny różowo czerwony kolor mięsa dzikiego łososia.
Dermatolodzy coraz częściej zwracają uwagę na astaksantynę jako uzupełnienie letniej pielęgnacji. Powód jest prosty. Promieniowanie UV zwiększa stres oksydacyjny w skórze, przyspiesza rozpad kolagenu i sprzyja powstawaniu przebarwień oraz zmarszczek. Astaksantyna działa jako silny przeciwutleniacz, pomagając neutralizować wolne rodniki powstające pod wpływem słońca.
Jak może działać na skórę?
Badania sugerują, że regularna suplementacja może wspierać utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry, poprawiać jej elastyczność oraz ograniczać negatywne skutki ekspozycji na promieniowanie UV. W części badań zauważono również, że osoby przyjmujące astaksantynę wykazywały większą odporność skóry na zaczerwienienie po ekspozycji na słońce.
Naukowcy wskazują, że związek ten może ograniczać procesy zapalne oraz zmniejszać aktywność enzymów odpowiedzialnych za rozkład włókien kolagenowych, dzięki czemu skóra dłużej zachowuje jędrność.
Czy zastępuje krem z filtrem?
To najważniejsze pytanie i odpowiedź brzmi: nie. Astaksantyna nie działa jak wewnętrzny filtr przeciwsłoneczny i nie zapewnia ochrony SPF. Nawet jeśli może zwiększać odporność skóry na stres wywołany promieniowaniem UV, nie chroni przed oparzeniami ani nie zastępuje codziennego stosowania kremu z filtrem. Dermatolodzy podkreślają, że należy traktować ją wyłącznie jako dodatek do klasycznej ochrony przeciwsłonecznej.
Co mówi nauka?
Choć wokół astaksantyny narosło sporo zainteresowania, warto zachować zdrowy rozsądek. Najnowszy przegląd badań z 2025 roku wskazuje, że obecne dowody dotyczące jej wpływu na fotostarzenie skóry są nadal ograniczone i potrzeba większych, lepiej zaprojektowanych badań klinicznych. Oznacza to, że wyniki są obiecujące, ale nie na tyle mocne, by uznać astaksantynę za przełom w dermatologii.
Dla kogo może być ciekawym wyborem?
Najczęściej wymienia się osoby, które:
- spędzają dużo czasu na słońcu,
- chcą wspierać skórę antyoksydacyjnie,
- zależy im na profilaktyce fotostarzenia,
- mają cerę narażoną na działanie smogu i promieniowania UV.
W badaniach najczęściej stosowano dawki od 4 do 12 mg dziennie przez okres od kilku do kilkunastu tygodni.
Astaksantyna to jeden z najciekawszych suplementów, o których mówi się przed sezonem letnim. Jej potencjał wynika przede wszystkim z silnych właściwości antyoksydacyjnych oraz możliwości wspierania skóry w walce ze stresem oksydacyjnym wywołanym promieniowaniem UV. Warto jednak pamiętać, że nie zastąpi kremu z filtrem SPF ani innych zasad bezpiecznego korzystania ze słońca. Obecnie nauka daje ostrożnie optymistyczne sygnały, ale potrzebne są kolejne badania, aby jednoznacznie potwierdzić wszystkie deklarowane korzyści.






























