Czas czytania: 2 minuty

Mikronakłuwanie ma opinię zabiegu „od wszystkiego” – na zmarszczki, pory, teksturę, blizny. I rzeczywiście, w wielu przypadkach potrafi zrobić bardzo dobrą robotę. Ale nie jest rozwiązaniem uniwersalnym i nie zawsze będzie najlepszym wyborem. Zwłaszcza jeśli mówimy o bliznach.

Bez obietnic typu „znikną”, bez straszenia. Sprawdźmy, kiedy mikronakłuwanie ma sens, a kiedy lepiej powiedzieć sobie stop.

Na czym właściwie polega mikronakłuwanie?

Zabieg polega na kontrolowanym uszkadzaniu skóry cienkimi igłami. Te mikrourazy uruchamiają naturalne procesy regeneracyjne: produkcję kolagenu, elastyny i przebudowę skóry.

W przypadku blizn nie chodzi o „wypełnienie” ich od razu, tylko o stopniowe poprawianie struktury skóry – wygładzenie, spłycenie i uelastycznienie tkanek.

Dla kogo mikronakłuwanie działa najlepiej?

Najlepsze efekty widać przy bliznach zanikowych, czyli takich, które są „wgłębione” w skórę. Typowy przykład to blizny potrądzikowe typu rolling lub boxcar – miękkie, nieregularne, niezbyt głębokie.

Dobrze reagują też blizny po stanach zapalnych, które nie są już aktywne, oraz starsze blizny, które przestały się zmieniać, ale nadal wpływają na teksturę skóry. Mikronakłuwanie może poprawić ich wygląd, ujednolicić powierzchnię skóry i sprawić, że makijaż przestanie „zatrzymywać się” w zagłębieniach.

To także sensowna opcja dla osób, które nie chcą lub nie mogą korzystać z bardziej inwazyjnych procedur, a zależy im na stopniowej, naturalnej poprawie.

Kiedy to dobry moment na zabieg?

Kluczowe jest jedno: blizna musi być stabilna. Skóra powinna być wygojona, bez aktywnego stanu zapalnego, bez świeżych zmian trądzikowych w obszarze zabiegu.

Dobry moment to wtedy, gdy:
– trądzik jest opanowany
– nie pojawiają się nowe zmiany w tym samym miejscu
– skóra nie jest podrażniona ani w trakcie intensywnych kuracji

Najlepsze efekty daje seria zabiegów, wykonywana regularnie, z odpowiednimi przerwami na regenerację. To proces, nie jednorazowa akcja.

Kiedy mikronakłuwanie NIE jest dobrym pomysłem?

Są sytuacje, w których ten zabieg może przynieść więcej szkody niż pożytku. Mikronakłuwanie nie sprawdzi się przy bliznach przerostowych i keloidach – zamiast poprawy może dojść do ich nasilenia.

Zły moment to również aktywny trądzik zapalny. Nakłuwanie skóry z ropnymi zmianami sprzyja rozsiewaniu bakterii i może pogłębić problem zamiast go rozwiązać.

Ostrożność powinny zachować także osoby z bardzo reaktywną, naczynkową skórą, skłonnością do przebarwień pozapalnych oraz te, które mają zaburzenia gojenia. W takich przypadkach decyzja powinna być naprawdę dobrze przemyślana i skonsultowana.

Czego mikronakłuwanie nie zrobi?

To ważne, bo wokół zabiegu narosło sporo mitów. Mikronakłuwanie:
– nie usunie blizn całkowicie
– nie działa spektakularnie po jednym zabiegu
– nie zastąpi laserów przy bardzo głębokich bliznach

Może natomiast widocznie poprawić strukturę skóry, spłycić nierówności i sprawić, że blizny przestaną dominować w wyglądzie twarzy.

Co ma ogromne znaczenie oprócz samego zabiegu?

Technika, głębokość nakłuć, doświadczenie osoby wykonującej zabieg i pielęgnacja pozabiegowa. Źle dobrane parametry albo zbyt częste zabiegi potrafią zniweczyć efekty, a nawet pogorszyć stan skóry.

Skóra po mikronakłuwaniu potrzebuje spokoju, ochrony przeciwsłonecznej i wsparcia regeneracji – nie agresywnych kwasów i „naprawczych eksperymentów”.

Mikronakłuwanie na blizny ma sens, jeśli blizny są odpowiednie, a oczekiwania realistyczne. To zabieg dla cierpliwych, którzy rozumieją, że poprawa struktury skóry wymaga czasu i konsekwencji.

Jeśli blizny są zanikowe, skóra stabilna, a zabieg wykonywany świadomie – efekty potrafią być naprawdę satysfakcjonujące. Jeśli jednak skóra jest w trakcie stanu zapalnego albo ma tendencję do przerostów, lepiej odpuścić i poszukać innej drogi.