Łysienie androgenowe u kobiet to jeden z najczęstszych, a jednocześnie najbardziej bagatelizowanych problemów trychologicznych. W przeciwieństwie do mężczyzn, u kobiet proces ten przebiega subtelniej, wolniej i często przez długi czas pozostaje niezauważony lub mylony z wypadaniem sezonowym, stresem czy „złą pielęgnacją”. Tymczasem im wcześniej zostanie rozpoznany, tym większe są szanse na zahamowanie procesu i zachowanie gęstości włosów.
Łysienie androgenowe, określane medycznie jako androgenetic alopecia, polega na stopniowej miniaturyzacji mieszków włosowych. Włosy stają się coraz cieńsze, krótsze i słabsze, aż w końcu przestają rosnąć. Kluczową rolę odgrywa tu nadwrażliwość mieszków włosowych na androgeny, głównie dihydrotestosteron, czyli DHT. Co istotne, problem nie dotyczy wyłącznie kobiet z podwyższonym poziomem hormonów męskich – u wielu pacjentek poziomy androgenów są całkowicie prawidłowe, a decyduje indywidualna wrażliwość receptorów w skórze głowy.
Pierwsze sygnały łysienia androgenowego u kobiet są zazwyczaj bardzo dyskretne. Najczęściej pojawia się stopniowe przerzedzenie włosów w okolicy przedziałka, który zaczyna się wyraźnie poszerzać. Charakterystyczne jest także zmniejszenie objętości włosów na czubku głowy, przy jednoczesnym zachowaniu linii włosów na czole. Kobiety często zauważają, że koński ogon staje się cieńszy, włosy trudniej się układają, szybciej tracą objętość i „znikają” przy skórze. Rzadko dochodzi do całkowitego wyłysienia – problemem jest raczej utrata gęstości i jakości włosa.
Proces ten może nasilać się w określonych momentach życia, takich jak okres poporodowy, odstawienie antykoncepcji hormonalnej, perimenopauza i menopauza, a także w przebiegu chorób endokrynologicznych, takich jak zespół policystycznych jajników czy insulinooporność. Stres przewlekły i długotrwałe stany zapalne również mogą przyspieszać ujawnienie się łysienia androgenowego, choć nie są jego bezpośrednią przyczyną.
Najważniejszym krokiem jest właściwa diagnoza. Łysienie androgenowe nie powinno być rozpoznawane wyłącznie „na oko”. Złotym standardem jest trichoskopia, czyli badanie skóry głowy w powiększeniu, które pozwala ocenić stopień miniaturyzacji mieszków włosowych, zróżnicowanie średnicy włosów oraz proporcję włosów cienkich do grubych. W wielu przypadkach konieczna jest także diagnostyka laboratoryjna, obejmująca m.in. ferrytynę, hormony tarczycy, glukozę, insulinę oraz wybrane hormony płciowe.
Jeśli chodzi o leczenie, warto jasno oddzielić to, co ma sens, od tego, co jest jedynie kosmetycznym wsparciem. Jedyną substancją o najlepiej udokumentowanym działaniu w łysieniu androgenowym u kobiet pozostaje minoksydyl stosowany miejscowo. Jego działanie polega na wydłużeniu fazy wzrostu włosa i poprawie ukrwienia mieszków. Nie „leczy” on przyczyny, ale skutecznie spowalnia proces i u części kobiet prowadzi do widocznego zagęszczenia włosów. Kluczowa jest jednak regularność i długoterminowe stosowanie – przerwanie terapii zwykle skutkuje nawrotem problemu.
Coraz częściej stosuje się także terapie wspomagające, takie jak osocze bogatopłytkowe, mezoterapia igłowa czy zabiegi z użyciem peptydów i czynników wzrostu. Mogą one poprawiać jakość skóry głowy i kondycję mieszków włosowych, ale nie zastępują leczenia podstawowego. W praktyce najlepiej sprawdzają się jako element terapii łączonej, a nie samodzielne rozwiązanie.
Suplementacja może mieć znaczenie jedynie wtedy, gdy występują realne niedobory. Żelazo, witamina D, cynk czy białko są istotne dla wzrostu włosów, ale ich przyjmowanie „w ciemno” nie cofnie łysienia androgenowego. Podobnie popularne suplementy „na włosy” nie zatrzymują procesu miniaturyzacji mieszków – mogą jedynie poprawić jakość włosów, które jeszcze rosną.
Warto również obalić mit, że odpowiedni szampon, wcierka czy olejowanie są w stanie zatrzymać łysienie androgenowe. Pielęgnacja skóry głowy jest ważna, ale ma charakter wspierający, a nie leczniczy. Nie cofnie zmian hormonalno-receptorowych zachodzących w mieszku włosowym.
Łysienie androgenowe u kobiet to problem przewlekły, wymagający długofalowego podejścia i realistycznych oczekiwań. Celem terapii nie zawsze jest spektakularne zagęszczenie, ale zatrzymanie procesu i zachowanie tego, co jeszcze można uratować. Im wcześniej zostanie rozpoznane, tym większa szansa na skuteczne spowolnienie utraty włosów i poprawę ich jakości.
































