Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak internetowy żart. Dziś hasło „sperma łososia na twarz” regularnie pojawia się w kontekście jednego z najgłośniejszych trendów medycyny estetycznej. Za kontrowersyjną nazwą nie kryje się jednak nakładanie spermy ryby na skórę. Chodzi o wysoko oczyszczone związki pochodzące z DNA ryb łososiowatych, przede wszystkim polinukleotydy PN oraz PDRN.
Co właściwie wstrzykuje się w skórę?
Preparaty wykorzystywane w medycynie estetycznej mogą zawierać oczyszczone fragmenty DNA pozyskiwane m.in. z łososia lub pstrąga. Warto przy tym wiedzieć, że PN i PDRN nie są dokładnie tym samym, choć w internecie nazwy często stosowane są zamiennie. PN zawierają zasadniczo dłuższe fragmenty DNA, natomiast PDRN krótsze fragmenty o innych właściwościach biologicznych.
Dlaczego zrobiło się o nich tak głośno?
W przeciwieństwie do klasycznego wypełniacza zabieg nie ma przede wszystkim zmieniać rysów twarzy czy dodawać objętości. Jego celem jest poprawa jakości skóry i wspieranie procesów regeneracyjnych. Badania nad polinukleotydami wskazują na potencjalną poprawę nawilżenia, elastyczności, tekstury skóry oraz zmniejszenie widoczności drobnych zmarszczek. PDRN badany jest również pod kątem działania regeneracyjnego i przeciwzapalnego.
Jak wygląda zabieg?
Preparat podawany jest przez lekarza w skórę za pomocą niewielkich iniekcji. Bezpośrednio po zabiegu mogą pojawić się charakterystyczne grudki w miejscach wkłuć, zaczerwienienie, niewielki obrzęk czy siniaki. Zazwyczaj są to przejściowe reakcje związane z samym podaniem preparatu. Schemat terapii, liczba zabiegów i odstępy między nimi powinny być dobierane indywidualnie.
Czy „salmon sperm facial” naprawdę działa?
Tu warto ostudzić marketingowy entuzjazm. Systematyczny przegląd badań dotyczących polinukleotydów w medycynie estetycznej znalazł obiecujące wyniki dotyczące m.in. zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Problem w tym, że obejmował zaledwie dziewięć badań i 219 pacjentów, a jakość dostępnych dowodów oceniono jako niską lub umiarkowaną. Autorzy podkreślają potrzebę większych i lepiej zaprojektowanych badań klinicznych.
Hit czy chwilowa moda?
Polinukleotydy są czymś więcej niż wyłącznie viralowym hasłem. Mają biologiczne podstawy działania i coraz więcej danych klinicznych, szczególnie dotyczących regeneracji oraz poprawy jakości skóry. Jednocześnie określenia w rodzaju „sperma łososia odmładza twarz” mocno upraszczają temat. Nauka daje podstawy do zainteresowania tą metodą, ale na razie nie daje podstaw, by przedstawiać ją jako cudowny sposób na odmłodzenie.


































