Jest zielona, zastyga jak cement, wygląda spektakularnie na twarzy… i ma miliony wyświetleń na TikToku. Maseczka z glinki – najczęściej zielonej lub bentonitowej – wraca na salony i znowu udaje się jej przekonać cały internet, że właśnie odkryliśmy Święty Graal czystej skóry.
Ale czy to faktycznie cudotwórczyni, czy tylko dobrze wyglądający trend?
Viralowy hit z łazienki
Glinkowe maseczki zaliczają obecnie drugą młodość. Szczególnie popularne są te w stylu: „ściąga wszystko z porów, aż boli”, „detox level: hard” albo „znikające wągry w 10 minut”. Użytkowniczki TikToka chwalą je za uczucie tight & clean, pokazując spektakularne przed i po – najczęściej w towarzystwie dramatycznej muzyki i efektów slow motion.
W roli głównej: glinka bentonitowa, często zmieszana z octem jabłkowym i wodą różaną. Ale wśród ulubieńców są też klasyczne glinki zielone, różowe i marokańskie.
Co mówi dermatolog?
Choć efekt wow może być realny, specjaliści przestrzegają: glinka to nie jest produkt dla każdego – zwłaszcza nie w wersji hardkorowej, z całkowitym zaschnięciem i uczuciem ściągania jak po liftingu. Zbyt agresywne używanie maseczek z glinki może przesuszyć skórę, rozregulować barierę hydrolipidową, a nawet… zwiększyć wydzielanie sebum (czyli odwrotny efekt do zamierzonego).
Jeśli jednak używasz jej z głową – max 1–2 razy w tygodniu, nie dopuszczasz do całkowitego wyschnięcia i nawilżasz po zabiegu – glinka może być świetnym dodatkiem w pielęgnacji skóry tłustej, zanieczyszczonej lub trądzikowej.
Jak ją poprawnie stosować?
Trik dermatologów i koreańskich beauty guru? Nie dopuszczaj do tego, by glinka całkowicie zaschła. Spryskuj ją hydrolatem albo wodą termalną podczas noszenia. Dzięki temu zadziała oczyszczająco, ale nie podrażni. Po zmyciu – obowiązkowo tonik, serum i coś nawilżającego.
Wersja domowa: zmieszaj 1 łyżkę glinki z łyżką wody różanej i kilkoma kroplami olejku jojoba. Efekt? Czysta, ale nie „zdarta” skóra.
Czy warto?
Jeśli masz cerę mieszaną, tłustą albo z rozszerzonymi porami – tak, ale rozsądnie. Nie oczekuj, że znikną Ci wszystkie zaskórniki po jednej aplikacji. Ale potraktuj ją jako oczyszczający rytuał – i miej satysfakcję, że TikTok miał tym razem rację (przynajmniej częściowo).































