Mała zielarnia w Paryżu to opowieść o poszukiwaniu własnego ja, o miłości i utraconych pragnieniach, a także o rodzinnych relacjach i więzi między dwoma kobietami, które połączyły podobne doświadczenia. To historia o sile kobiet, które potrafią przetrwać nawet największą tragedię i wyjść z niej obronną ręką. Opowieść wyjątkowa i ciepła jak filiżanka ziołowej herbaty wypita o wschodzie słońca.

Po śmierci męża świat Violi rozpada się na tysiące kawałków. W jednej krótkiej chwili jej życie traci sens. Bohaterka wpada w czarną otchłań depresji, a jej myśli ponownie nawiedzają obrazy z przeszłości. Światełkiem w tunelu okazuje się powrót do Paryża, gdzie spędziła kilka lat, studiując naturopatię. Kiedy przed laty podczas spaceru paryskimi uliczkami natrafiła na starą zielarnię, nie miała pojęcia, jak bardzo to miejsce i jej właścicielka Gisèle odmienią jej życie… i to dwukrotnie. Tym razem Viola stawia wszystko na jedną kartę. Postanawia wyruszyć w podróż do wnętrza swojej duszy i zacząć wszystko od nowa. Narracja, wzbogacona prawdziwymi recepturami ziołowych herbat, mieszanek leczniczych i olejków eterycznych oraz kartami irydologicznymi, sprawia, że jest to powieść z elementami poradnika.

Biogram autorki

Donatella Rizzati (ur. w 1973 r. w Rzymie) – na co dzień pracuje jako wykładowca literatury obcej, korektor oraz copywriter. Przez wiele lat zajmowała się przekładem literackim powieści z języka angielskiego i francuskiego. Ukończyła studia z języków obcych i literatury, uzyskując tytuł magistra w zakresie przekładu. Mała zielarnia w Paryżu to pierwsza powieść tej autorki.

Fragment

Natomiast z Michelem to była zupełnie inna historia. Niespodziewanie powracam myślami do tamtej podróży samochodem, kiedy wybraliśmy się na jarmark dobroczynny do maleńkiej mieściny w Umbrii. Znaliśmy się wtedy od niedawna, ja właśnie zaczęłam staż, zaś Michel, jeszcze tylko jako mój opiekun, zaproponował, bym mu towarzyszyła, zapewniając, że będzie to arcyciekawa impreza, której za nic w świecie nie można przegapić. Chociaż nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, na widok jego entuzjazmu zgodziłam się. Wyruszyliśmy dosyć wcześnie, aby zdążyć na otwarcie;
Michel nie chciał stracić ani chwili z tego dnia. Siedząc za kierownicą starego renault clio w najwyższym skupieniu nad wątpliwą mapką, którą sam narysował, pokonał pustą drogę wijącą się wśród pól i nie odezwał się ani słowem. Było zimno, strugi ulewnego deszczu ograniczały widoczność do jednego metra, a on posuwał się naprzód bez wahania, co budziło moje ogromne zdziwienie, jako że sama straciłam orientację już kilka godzin wcześniej. W końcu wjechał zdecydowanie w dróżkę, która pięła się na wzgórze i zgodnie z informacjami powinna nas doprowadzić prosto do bram miasteczka.
– Ach, nareszcie! – zawołał bardzo zadowolony w połowie zbocza, po czym zaciągnął hamulec ręczny i zgasił silnik.
Omiotłam zakłopotanym spojrzeniem pustkowie, pośrodku którego się zatrzymaliśmy.
– Chcesz powiedzieć, że dotarliśmy na miejsce? – Nie, chcę powiedzieć, że nareszcie się zgubiliśmy. Nie ma co, jak tak dalej pójdzie, zabraknie nam benzyny.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia, Michel popatrzył na mnie jednak ze skruszoną miną, tak bezspornie udawaną i tak komiczną, że wybuchłam śmiechem, a on mi
zawtórował.
– I powiem ci coś jeszcze – dodał, łapiąc oddech pomiędzy parsknięciami – nie mam zielonego pojęcia, co to jest ten słynny jarmark dobroczynny ani tym bardziej, gdzie jest to przeklęte miasteczko. – I nagle spoważniał. – Po prostu chciałem spędzić z tobą trochę czasu poza gabinetem, a kiedy zobaczyłem ulotkę jarmarku, uznałem, że to idealna okazja… Obraziłaś się?
Śmiech zamarł mi na ustach, ale nie obraziłam się ani trochę. Nie przyznałam się wówczas, że jego zaproszenie sprawiło mi dużą przyjemność. Pogładziłam go tylko po policzku i zatrzymałam na moment dłoń na jego skórze, aż chwycił moje palce i je ucałował.

Premiera: 2 czerwca

Źródło: Materiały prasowe